A hand holding a magnifying glass to inspect chamomile flowers in a garden setting.

O błędzie detektywistycznym w pomaganiu

Dlaczego samo „szukanie przyczyny” to za mało?

W pomocy psychologicznej często spotykam się z podejściem, które można nazwać „detektywistycznym”. Szukamy jednej przyczyny:
„To przez dzieciństwo.”
„To przez ojca.”
„To przez odrzucenie w liceum.”

Brzmi przekonująco. Jest konkret. Jest historia. Jest wyjaśnienie.

Tylko że człowiek nie działa jak równanie matematyczne, w którym jeden czynnik daje jeden skutek.

W rzeczywistości przyczyn jest zawsze wiele. Wpływają na nas relacje, temperament, kontekst rodzinny, kultura, aktualne wydarzenia, nasze nieświadome konflikty. Szukanie jednej odpowiedzi bywa uproszczeniem, które daje poczucie kontroli – ale niekoniecznie prowadzi do zmiany.

„Wiemy już skąd to się wzięło” – i co dalej?

Wyobraź sobie wizytę u lekarza. Mówisz o objawach, oczekujesz postawienia diagnozy i leczenia, a tymczasem lekarz odpowiada:

„Widocznie zaraziła się pani kontaktem z dziećmi.”

To może być nawet prawda! Ale… co z tego? Czy wiedza o tym, gdzie powstało zakażenie sprawia, że automatycznie choroba mija?

Podobnie w psychologii – nawet jeśli odkryjemy, że lęk ma związek z surowym rodzicem albo trudnym doświadczeniem sprzed lat, to sama wiedza nie zmienia sposobu przeżywania. Objawy nie znikają od samego wyjaśnienia.

W naszym rozumieniu problem nie polega na tym, że nie znamy przyczyny.
Problem polega na tym, że określony sposób funkcjonowania nadal działa – tu i teraz.


Dlaczego skupiamy się na „tu i teraz”?

W podejściu psychodynamicznym zakładamy, że to, co kiedyś nie działało w relacjach, będzie odtwarzać się również w relacji terapeutycznej.

Nie trzeba tego rekonstruować jak historyk.
To się wydarzy w gabinecie.

Jeśli ktoś:

  • boi się odrzucenia – zacznie sprawdzać, czy terapeuta go odrzuci,
  • ma trudność z zaufaniem – będzie testować granice,
  • czuje się niewidzialny – może doświadczać podobnego uczucia w relacji terapeutycznej.

I właśnie tutaj zaczyna się realna zmiana.

Nie w analizie „co było wtedy”, ale w doświadczeniu „co dzieje się między nami teraz”.


Relacja jako przestrzeń korekty

To, co kiedyś było źródłem cierpienia, w terapii może zostać przeżyte inaczej.

Jeśli kiedyś emocje były ignorowane – tutaj mogą zostać nazwane i przyjęte.
Jeśli kiedyś bliskość oznaczała zagrożenie – tutaj może oznaczać bezpieczeństwo.
Jeśli kiedyś trzeba było się dopasowywać – tutaj można sprawdzać, jak to jest być sobą.

Zmiana nie polega na znalezieniu winnego w przeszłości.
Polega na stworzeniu nowego doświadczenia relacyjnego.


Dlaczego „jedna przyczyna” bywa błędem merytorycznym?

Bo redukuje złożoność człowieka do prostego schematu przyczynowo-skutkowego.

Psychika jest systemem dynamicznym. Objaw to nie tylko efekt dawnego wydarzenia – to aktualny sposób radzenia sobie, który kiedyś był adaptacyjny. I dopóki ten sposób funkcjonowania nie zostanie przeżyty i przekształcony w relacji, sama wiedza o jego genezie niewiele zmieni.

Nie pracujemy więc na zasadzie:
„Znaleźliśmy przyczynę, sprawa zamknięta.”

Pracujemy na zasadzie:
„Zobaczmy, jak to działa między nami – i co możemy z tym zrobić.”


Terapia to nie śledztwo. To doświadczenie.

Oczywiście przeszłość ma znaczenie. Ale nie jako archiwum do przekopania. Raczej jako coś, co żyje w teraźniejszości – w sposobie, w jaki przeżywasz siebie i innych.

Realna zmiana zaczyna się wtedy, gdy w bezpiecznej relacji można doświadczyć czegoś innego niż kiedyś.

I to jest moment, w którym terapia przestaje być opowieścią o przeszłości,
a zaczyna być procesem zmiany w teraźniejszości.

mgr Karolina Podgórska-Adamska

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *